Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Ruszam z Blogiem Dziewczyny!

DZIEŃ PEŁEN WRAŻEŃ - JELENIA GÓRA

Pani Kupi długo się zabierała do tego, ale w końcu nadeszła chwila by po prostu zacząć dla Was także pisać. Zamiar jest taki: pisać o tym jak spędzam dzień w pracy, jakie zabawne mniej lub bardziej sytuacje się wydarzyły. Poza tym znajdziecie porady, subiektywne opinie, uwagi na temat kosmetyków. Pozwiedzacie ze mną trochę Polski czyt. Dolnego Śląska.Generalnie, będzie się działo! Zaczynamy!


KOLEJNY ZWYKŁY  DZIEŃ??


Zaczęło się raczej zwyczajnie i spokojnie. Jak co drugi czwartek wybierałam się do stałego, odwiedzanego przeze mnie już miasta - Jeleniej Góry. Zimno, jak to bywa w styczniu. Świadomość skrobania szyb i zimnego fotela w aucie nie była kolorowa, jednak " Pan Pani Kupi" zaopatrzył w sprzęt, który stopi wszystko co nie wskazane na szybie zimą:) a więc rach ciach i szyba czysta. Niestety usiąść na zimnym fotelu już musiałam...ale i z tym Pani Kupi daje radę. W takim razie komu w drogę temu czas, jak mówią.

Jadę, jadę i jadę, minęło może z 30 km, jak poczułam, że moje powieki zaczynają opadać. Zrobiło mi się błogo i ciepło. Cóż nahajcowałam, jak w starym piecu kaflowym. Szybkie wpuszczenie świeżego powietrza i jadę dalej. Strasznie się dłuży, ponieważ trasa nie jest szybką autostradą.

Minęły dwie godziny i jestem na miejscu. Uff, mogę działać. Wskoczyłam do stałych klientek, wypiłam herbatę, zjadłam swój pudełkowy obiad i tak sobie miło mijał dzień. Wchodzę do kolejnej klientki, po chwili wychodzę i co widzę? Karteczkę za szybą. Nie, to nie karteczka typu: kupie każde auto. Tak, to mandat! Nie było mnie 5 min. Aż tyle aby skoczyła się godz postoju na bilecie.

Czytam poirytowana, że jeśli w ciągu godziny dotrę do Straży Miejskiej to zapłacę 10 zł za mandat. Ok, co mi zostało, wbijam adres w nawigację i buch do auta żeby ogarnąć temat. Jest, zdążyłam, zapłaciłam i jadę dalej!


NIE, TO NIE ŻART


Jest po już po 15 i ruch się robi coraz większy. Pani Kupi wyjeżdża z ulicy podporządkowanej, wjeżdżając na główną. Miły starszy Pan przepuszcza. 50 m dalej na pasy wbiega młody chłopak, kobieta gwałtownie hamuje. Pani Kupi hamuje, i ....wjeżdża w Toyote! Pierwsze co mi przeszło przez myśl to, że mój Pan Kupi mnie zabije.

Ale spokój tylko mnie mógł uratować, i powiem Wam, że o dziwo nie było płaczu i krzyków. Pani Ania, która została poszkodowana przez przód mojego auta wyszła spokojnie z auta i też o dziwo nie krzyczała. Zjechałyśmy na bok, i niestety po chwili rozmowy Pani A uznała, że "ona się nie zna" i należny wezwać Policję.

Kolejna panika w oczach, moich oczywiście. O Boże, mandat i pkt karne. Cóż, płaci się za " nietrzymanie odpowiedniej odległości od pojazdu ". No i zapłaciłam. Panowie przyjechali po 0,5h. Generalnie rozładowali ciśnienie i stres. Po godz 16, rozmowie z Panem Kupi i zrobieniu zdjęć maski by mógł ocenić co właściwie się stało, ruszyłam dalej. Mogłam już wracać do domu, ale nie. Podjechałam jeszcze do kilku salonów by mieć świadomość, że wracam zadowolona do Wrocławia, natknęłam się na salon, w którym pewna firma, która ma także w ofercie markę, która i ja mam sprzedaję ją sporo taniej ode mnie. 


MANDARYNKI DOBRE NA WSZYSTKO


Mówię, co? Jak to, za ile ma Pani ten produkt? Normalnie mnie wbiło w podłogę. Ciśnienie mnie uniosło chyba pod sufit, wkurzona wyszłam. I właśnie po tej sytuacji uznałam, że ten dzień jest jakimś jednym wielkim pechem! Usiadłam w aucie, zjadłam mandarynkę, w końcu sezon mamy na  mandarynki;) i pow sobie, że przecież to nic, przecież to ja jestem Pani Kupi i ja daję Wam profesjonalną rozmowę, ja daje wsparcie i po prostu Jestem Pani Kupi! I nie ma znaczenia, czy ktoś zaniża cenę i no resztę zostawię dla siebie. Znaczy ważne, ale z tym tez dam sobie radę!:)

Godz 17, ustawiłam nawigację na 3 salony, które mam na wylocie na Wrocław. Pojechałam, odwiedziłam, zostawiłam i jadę w końcu do siebie. Rozmawiam z moim Panem Kupi, On pociesza, że to koniec dnia i już dobrze, że przywiezie mi coś słodkiego z pracy i mam się nie martwić.

Trochę mnie przekupił więc w końcu mówię, ok masz rację.

Nie! To jednak nie koniec. Minęło 20 min. dostaje wiadomość od fotografa w sprawie foto-budki na Nasz ślub. Owszem, Pani Kupi bierze ślub. " Przykro mi bardzo, mam nadzieję ze się nie pogniewacie ale nie możemy z przyczyn losowych bla bla bla mieć foto-budki na Waszym weselu. " Padłam, po prostu ręce mi opadły. Musiałam zjechać na pobocze, bo poziom złości był niebezpieczny dla towarzyszy na drodze. Znów, chwila namysłu, oddech i jadę dalej. 

Wyczerpałam limit pecha na rok? Nie!  W domu czekała na mnie paczka z lampionem, oczywiście był stłuczony a wpłatomat miał awarię i nie zrobiłam sobie wypłaty.

Tak, moje Drogie Klientki, to jest właśnie moja praca, mój dzień. Mimo wszystko wariackich dni jest mniej, a teraz z perspektywy patrze na to jako dzień pełen wrażeń i zdarzeń z których można wiele wyciągnąć! 

Jolanta